The Settlers 7: Droga do królestwa - recenzja @ gram.pl
Gram.pl — Blue Byte nie spało od czasu beta testów swojej nowej gry. The Settlers 7: Droga do królestwa to jedna z najlepszych gier wydanych w tym roku.
Typowy sposób prezentacji dialogów
Beta zakończyła się na początku lutego, około półtora miesiąca przed premierą. Niedoróbek i błędów było w niej całkiem sporo. Stąd wątpliwości, czy uda się programistom naprawić je na czas. Dali radę, chociaż pewne potknięcia pozostały. Nie występują jednak zbyt często. Tekst skoncentruje się na różnicach w stosunku do bety, gdyż sama rozgrywka naturalnie nic się nie zmieniła. Na “dzień dobry” musieliśmy ściągać ponad 440 megowego patcha. Jednakże otrzymaliśmy wersję recenzencką gry, datowaną na mniej więcej dwa tygodnie przed premierą, więc wersja pudełkowa być może jest już załatana.
Skromne początki i pierwsze problemy
Nowe, niedostępne w fazie testów, elementy są już w menu głównym. Właściwie to nawet ekran profilu gracza ma dodatkową opcję: zgodzenie się, lub nie, na zostanie mentorem i pomaganie innym grającym. The Settlers 7: Droga do królestwa mają wbudowany chat i za jego pośrednictwem można zapytać kogoś o poradę lub samemu takowej udzielić. Jest to całkowicie opcjonalne, nawet jak zgodzimy się na zostanie mentorem możemy odrzucić w trakcie gry prośbę o pomoc. Obecnie mentorami zapewne są głównie byli beta testerzy, którzy już nieco o grze wiedzą.
Heavy Rain - PS3
Heavy Rain to jeden z tych tytułów, wokół którego narastają z czasem legendy, tworzą się konspiracyjne grupy szepczące między sobą o wyższości danego tytułu nad innymi. I nie wątpię, że tak się stanie w tym przypadku. Podobnie zresztą jak stało się z Fahrenheitem, który u niejednej osoby wywołał wypieki na twarzy. Podobnie jak jeszcze dawniej stało się z Max Paynem.
A wszystko dlatego, że Heavy Rain to więcej niż gra. Heavy Rain to przeżycie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Ta gra ma w sobie coś takiego, czego 95%innych tytułów nie ma. Angażuje gracza emocjonalnie, wciąga w intrygę, przedstawia ciekawe postacie, każde ze swoją historią. Pozwala nam się z nimi utożsamiać. I już po kilku chwilach łapiemy się na tym, że lubimy/nienawidzimy niektóre postacie. Łapiemy się na tym, że zastanawiamy się nad swoim wyborem. Presja czasu i konieczność podejmowania decyzji nie raz powoduje przyspieszone bicie serca. A to przecież tylko gra… Ale jaka! Właśnie dzięki dostarczaniu emocji jest taka doskonała. Tak, doskonała. W przeciwieństwie do wielu innych tytułów nie polega ona na zabijaniu hord wroga, ciągłej akcji i “rozwałce”. Więc o co tu chodzi? Bynajmniej nie o pieniądze (jak to się zwykło mawiać)…
Toki Tori

Toki Tori to platformówka dla najmłodszych… ale także dla wszystkich starszych, którzy ponownie chcą poczuć magię dzieciństwa i pierwszych platformówek.
Oznaczona od lat trzech platformówka to niewątpliwie doskonały trening dla umysłu :) Dostajemy na początek 4 etapy po 12 poziomów składających się z plansz, do których przejścia nie wystarczy zręczność ale także umiejętność logicznego myślenia. Nasz przesympatyczny Toki Tori posiada zdolność budowania mostów, teleportacji, zamrażania w blok lodu oraz wiele innych. I wykorzystując te zdolności w odpowiedniej kolejności na każdej planszy zbiera „znajdźki”. Na każdym etapie musi zebrać wszystkie, aby wygrać. A przeszkadzają mu nie tylko dziury i mury, ale także różne niebezpieczne „przeszkadzajki” - jak kolczaste jeże czy duchy w zamczysku. (więcej…)
Dark Sector (PC)
Dark Sector to wręcz typowa gra akcji/horror survival (horror mniej, ale survival pełną gęba). Typowa, a jednak niesamowicie wciągająca od samego początku. Mimo, że fabuła przeciętna - gdzieś, w poradzieckich laboratoriach… Już wiecie? Tak, kryją się sekrety byłego ZSRR. A my, jako bohater, ktoś prawie jak Bourne (może przesadzam, ale chodzi mi o agenta/komandosa/kogoś kto potrafi zabijać), pojawiamy się w tym kompleksie z pewną misją. Misja się trochę komplikuje, bohater w międzyczasie zaraża się pewnym wirusem i… zaczyna zdobywać niezwykłe, bojowe moce. Na początek z ręki… wyrasta mu trój-ostrze, którym można (sprawnie) rzucać jak i w walce wręcz używac, by rozpruwać wrogów. A potem? Potem znajdujemy kolejne “znajdźki” (upgrades) i rozwijamy swoje zdolności. Tak zwiększając swoją moc wędrujemy po opuszczonych kompleksach walcząc z wrogami - żołnierzami jak i różnymi zmutowanymi stworami. Wrogowie w miarę postępu gry stają się coraz szybsi, potężniejsi i lepiej uzbrojeni. Więc nie raz przyjdzie nam zginąć…
DEFCON - Everybody Dies
DEFCON - Everybody Dies to ciekawa propozycja dla zwolenników spokojnych (jeśli chodzi o rozgrywkę) gier RTS, którym niestraszne jest główkowanie, oraz uśmiercanie ludzi… milionami.
Zawiodą się jednak wszyscy ci, którzy oczekują czerwonej posoki, wylewającej się z ekranu. w DEFCON - Everybody dies zarządzamy siłami zbrojnymi a dokładniej bronią jądrową. Przygotowujemy się na atak i przygotowujemy odpowiedź na atak, który nastąpi. A pracy przed odpaleniem rakiet jest dużo i nie jest ona prosta. Trzeba rozmieścić odpowiednio swoje siły, w sposób przemyślany rozmieścić ochronę i radary. Przygotować i rozlokować ruchome wyrzutnie. A z etapu na etap jest coraz trudniej.
A jak już polecą rakiety to… trzeba zacisnąć zęby i czekać na wynik starcia… Patrząc jak wszyscy umierają…
Gra DEFCON powstała w Introversion Software - twórcach takich uznanych i innowacyjnych gier jak Uplink, Darwinia, Multidarwinia
Strony związane z grą DEFCON Everybody Dies:
- Introversion Software - http://www.introversion.co.uk/ - strona twórców tej gry
- SteamPowered - http://steampowered.com/ - sklep gdzie można zakupić DEFCON w wersji elektronicznej (do pobrania na komputer)
- Polskie Centrum DEFCON - http://www.defcon.org.pl/ - polskojęzyczna strona poświęcona tej grze


