Toki Tori

Toki Tori to platformówka dla najmłodszych… ale także dla wszystkich starszych, którzy ponownie chcą poczuć magię dzieciństwa i pierwszych platformówek.
Oznaczona od lat trzech platformówka to niewątpliwie doskonały trening dla umysłu :) Dostajemy na początek 4 etapy po 12 poziomów składających się z plansz, do których przejścia nie wystarczy zręczność ale także umiejętność logicznego myślenia. Nasz przesympatyczny Toki Tori posiada zdolność budowania mostów, teleportacji, zamrażania w blok lodu oraz wiele innych. I wykorzystując te zdolności w odpowiedniej kolejności na każdej planszy zbiera „znajdźki”. Na każdym etapie musi zebrać wszystkie, aby wygrać. A przeszkadzają mu nie tylko dziury i mury, ale także różne niebezpieczne „przeszkadzajki” - jak kolczaste jeże czy duchy w zamczysku. (więcej…)
Psychonauts
Opinia znaleziona na pl.rec.gry.komputerowe - cytuję w całości, bez zmian czy korekt:
Tak zabawnej, dobrze napisanej, przemyślanej i jednocześnie inteligentnej gry dawno nie widziałem. Co do formuły to po prostu platformówka 3D. Co do treści zaś - sam miód. Prześmieszna kreskówka o letnim obozie szkoleniowym dla dzieci ze zdolnościami paranormalnymi. Nie będę podawał szczegółów, powiem tylko, że galeria postaci jest niesamowita; autorzy wykorzystali każdy możliwy popkulturowy stereotyp, od faceta w czerni, przez szalonego naukowca i nawiedzonego trenera aż po rosyjskiego dzieciaka szukającego wszędzie niedźwiedzia, który ponoć gdzieś tam się kryje :-). Wiele z tych indywiduów poznamy bliżej gdyż większość czasu gry spędza się na podróżowaniu poprzez ich umysły - kto grał w Alice ten wie o co chodzi, tyle że tutaj jest bardzo wesoło i do śmiechu, mrok pojawia się rzadko ale jak najbardziej występuje (wbrew pierwszemu wrażeniu dziecku bym do pogrania nie dał).
Wolfenstein DEMO PC
Nowy Wolfenstein to jednak stare odgrzewane kotlety.
Wystarczyło demo by mnie o tym uświadomić. Za piękną i atrakcyjną wizualnie oprawą graficzną nie idzie nic nowego. Co gorsza, brak tutaj klimatu. Ot po prostu kolejna z kolei strzelanka odcinająca kupony z serii.Demo w niczym (poza oprawą wizualną) nie zachwyca. Choć i ona nie jest jakąś nowinką technologiczną.To tylko poprawnie zrealizowana technicznie produkcja, dopasowana do wymagań obecnych graczy. Oparta na sprawdzonym silniku. No ale tutaj nie ma co za to dawać jakichś dodatkowych plusów - gry muszą wyglądać atrakcyjnie, przyzwyczailiśmy się już do pewnego poziomu estetyki wykonania audiowizualnego. Jednak efekty i wygląd to teraz (dla mnie) już za mało, żeby gra się podobała…
Jeden plus wersji PC jaki znalazłem dodatkowo to możliwość przełączenia sterowania na kontroler XBOX - dzięki temu możemy wygodniesterować postacią bez użycia myszy i klawiatury (w końcu znaczek Games for Windows do czegoś zobowiązuje). Więc jest konsolowo. Nie powinno to dziwić - wszak gra wychodzi na konsole także (tak jak to jest ostatnio w zwyczaju). Jednak z wersjami na PC różnie bywa. Dajmy na to taki Mass Effect - gdzie z premedytacją “wyrżnięto”kontrolę postaci za pomocą pada (bo tak będzie lepiej dla graczy! - ale skąd oni wiedza, jak dla mnie będzie lepiej…? nie mogę sam zadecydować?).
Niewątpliwie i na tą produkcję znajda się amatorzy. Są rzesze ludzi, wciągniętych w klimat Wofensteina i to pewnie oni będą w to grać i zachwalać. Ja będę się jednak trzymał na dystans…
Mirror’s Edge PC (first look)
Muszę przyznać, że jestem mile zaskoczony. Po pierwsze - nie planowałem kupić tej gry, a przynajmniej nie za cenę jaką miała na początku. Po drugie - kupiłem - bo była weekendowa promocja na Direct2Drive i gra kosztowała jedynie 5 funtów. Po kilku godzinach sciągania miałem na dysku plik instalacyjny. I zaczęło się…
Zaczęło się od zaskoczenia. To znaczy - sam się sobie dziwię, że gra, w której unika się raczej strzelania do wrogów i jedyną (główną) umiejętnością jest zwinność i ucieczka przed napastnikiem tak bardzo może mi się spodobać. Do tej pory wolałem gry typu Doom czy FEAR - gdzie centralnie przed lufą pakowali się wrogowie a ich eksterminacja była kluczowa dla rozgrywki. w Mirror’s Egde jest inaczej. Strzelają do Ciebie. Gonią cię. A ty musisz uciec, przeskoczyć, skryć się, czasem wyrwać komuś broń i go obezwładnić. Ale ciągle biec… Odkryłem, że to jest fajne. Odkryłem, że podnosi to poziom adrenaliny. Odkryłem, że to jest bardzo fajna zabawa.
Druga wspaniała rzecz w tej grze to klimat. Mamy niedaleką przyszłość. Ale nie jest to kolejna postapokaliptyczna wizja zniszczonego świata. Jest czysto, jest sterylnie (niczym w mieście Appleseed). A jednocześnie jest miło - cyberpunkowo. Do tego ciekawa oprawa graficzna - komiksowa, troche osobiście mi przywołująca w pamięci taką stara produkcję jak Fade to Black.
Resident Evil 5 PC @ Gram.pl
W serwisie Gram.pl pojawiła się obszerna recenzja długooczekiwanej gry RE5.
–
Powiedzieć, że seria Resident Evil zupełnie zasłużenie sięgnęła po miano kultowej, byłoby truizmem. A jednak nie wypada od tego stwierdzenia nie rozpocząć. Tyle że przy okazji premiery pecetowej wersji Resident Evil 5 naszła nas ochota, by zedrzeć nieco patyny z tego podziwianego przez miliony graczy (w tym autora poniższej recenzji) dzieła. No bo popatrzmy. Który z cykli może się “poszczycić” jednym z najgorszych i najmniej intuicyjnych systemów sterowania? Resident Evil. Który z cykli sięgnął po niechlubne miano najgorszego w kategorii “zmiana ekwipunku/interfejs sterowania”? No Resident! Który w końcu ma zazwyczaj dialogi i motywacje psychologiczne bohaterów utrzymane na poziomie kina klasy C? Znów musimy odpowiedzieć: Resident Evil. Jednemu z flagowych produktów Capcomu można zarzucić jeszcze: najgorszą w historii konwersję graficzną (Resident Evil 4 przed “spaczowaniem”), niemożność jednoczesnego poruszania się i strzelania czy odrealniony, choć klimatyczny system save’ów (maszyny!).


